Poznański egzorcysta – ks. Marian Piątkowski – J.F. Libicki

Dzięki uprzejmości redakcji Portalu Wirtualne Pniewy mam zaszczyt prowadzić dla Państwa stały cykl impresji historycznych. Mam nadzieję, że będą one dla Państwa interesujące. Dziś kolejne spotkanie.

Poznański egzorcysta

Dobry poznański egzorcysta stoi już na wielkiej, zalanej światłem tysięcy reflektorów scenie. I na pewno się cieszy. Bo choć publiczność tylko Trójosobowa, to nie dostrzega na nim najmniejszego pyłku. Pewnie od razu i bez zbędnej zwłoki, może dalej pomagać tym, których tu zostawił.

Urodził się 14 września 1927 roku w Starkowie koło Wolsztyna, a święcenia kapłańskie przyjął z rąk arcybiskupa Walentego Dymka w roku 1952, w poznańskiej farze. Zmarł zaś w Poznaniu, w opinii świętości, jako koordynator wszystkich polskich egzorcystów, w styczniu zeszłego roku. Dzisiejsze wspomnienie więc ? bardziej niż historyczne ? będzie chyba osobiste, chociaż dziś jego bohater jest także cząstką tej cichej ? ale najważniejszej ? historii poznańskiego Kościoła.


ks. Marian Piątkowski – 1927-2012

Ksiądz prałat Marian Piątkowski, bo o nim tu mowa, to był wybitny kapłan. W chwili śmierci miał 84 lata. Nie chcę tu przywoływać oficjalnych elementów jego biografii. Bo cenniejszym jest raczej to doświadczenie, które każdy, kto się z nim spotkał z tego spotkania wynosił.

Poznałem go w roku 1997. Przeniesiony z Tulec, objął wtedy w posiadanie malutki kościółek Pana Jezusa przy poznańskiej starówce. Byliśmy tam ? z woli ówczesnego arcybiskupa poznańskiego i my ? zwolennicy tak zwanej mszy trydenckiej. Czasy były dla nas trudne. Mało który kapłan podzielał wówczas nasze upodobanie, częściej kojarząc nas raczej z tak zwanymi ?Lefebvrystami?. Ksiądz prałat, pionier ruchu odnowy w Duchu Świętym, raczej też ich nie podzielał. Mimo to, okazał się człowiekiem wielkiej życzliwości, nie nadmiernym formalistą, człowiekiem zawsze życzliwym i otwartym. Na tamten czas było to naprawdę dużo.

W jego kościółku czasem spotykało się czekających w kolejce różnych ludzi. Byli ? można by to tak określić ? specyficzni. Jedni skryci i milczący, drudzy jakby trochę podenerwowani. Później dowiedziałem się, że ksiądz Piątkowski pełnił dla nich posługę egzorcysty. Nie wiem, może to autosugestia, ale wtedy jakby zrozumiałem jego zagadkową twarz. Zawsze z lekkim uśmiechem na twarzy i spokojne, bystre, życzliwe oczy. Oczy, z których bił wręcz spokój, a jednocześnie jakaś dziwna pewność i siła.

Później spotykałem się z nim wielokrotnie jako miejski radny, omawiając kwestie remontowe jego kościółka. Jeszcze później ? skierowałem do niego kilka osób po pomoc duchową. I zawsze było tak samo: dzwoniłem, relacjonowałem co i jak, a on mówił: niech ta pani/pan do mnie zadzwoni. A później ? od ludzi, którzy wracali z ulgą ? dowiadywałem się jak protestował, gdy bez rezultatu usiłowali wcisnąć mu jakieś pieniądze.

Wreszcie przeżyłem i osobiste doświadczenie. Poszedłem do niego do spowiedzi. Pamiętam ją do dziś. Pamiętam z jaką skrupulatnością zamykał każde z kolejnych drzwi, tak by przypadkiem żadna z osób, które ze mną przyszły nas nie słyszała. By zachować ścisłą tajemnicę tego sakramentu. To ? w dobie spowiedzi na pielgrzymkach, na łąkach czy parkowych ławkach ? robiło wrażenie. A potem, na moje użalania jak to ? mimo usilnych starań ? nie umiem się poprawić, a wręcz wydaje mi się, że jest coraz gorzej ? krótka nauka. Nie przejmuj się. Pan Bóg to taka wielka lampa. Nasze zadanie to do tej lampy się ciągle zbliżać. To naturalne, że im jesteśmy jej bliżej, tym nasze brudy ? grzechy, w tym silnym świetle są bardziej widoczne. W półmroku uważasz, że jesteś czysty. W świetle dziennym też jest dobrze, ale pewne brudy widzisz, a pod lampą na stole operacyjnym widzisz każdy prószek i pyłek. Bóg jest właśnie taką lampą. Stale podążaj w jej kierunku. A widząc coraz więcej brudu nie uciekaj w mrok. Idź dalej pewnie w jej kierunku?

Te słowa pamiętam do dziś. Gdy dobry poznański egzorcysta stoi już na wielkiej, zalanej światłem tysięcy reflektorów scenie. I na pewno się cieszy. Bo choć publiczność tylko Trójosobowa, to nie dostrzega na nim najmniejszego pyłku. Pewnie od razu i bez zbędnej zwłoki, może dalej pomagać tym, których tu zostawił. Których na tej scenie jeszcze nie ma. Jeszcze wiodą życie pod ową jedną lampą?

Korzystając z tej strony akceptujesz zapisywanie plików cookies w przeglądarce.

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

X