240 km – od teraz skracam dystans

50:50:50 (godz:min:sek) tyle czasu potrzebował Jan Parzybut, mieszkaniec Pniew, na przebiegnięcie dystansu 240 km na Dolnośląskim Festiwalu Biegów Górskich. Bieg ukończyło zaledwie 37% startujących.

Filmik z biegu:

https://www.youtube.com/watch?v=30TxwAlnVGw

Przewyższenie biegu wyniosło 7670 m – to tak jakby z Karpacza wejść i zejść ze Śnieżkę 8 razy (z tym, że na Śnieżkę droga jest szersza i równiejsza, niż przeciętna na trasie biegu, co widać na niektórych fragmentach powyższego filmu). Liczba spalonych kalorii to ok 24,5 tys. – co odpowiada 3 kg spalonej tkanki tłuszczowej, liczba kroków to 0,32 mln.

Relacja zawodnika:

Z dystansem 240 km zmierzyło się w tym roku 235 zawodników, z czego bieg ukończyło 87, co znaczy, że 63% startujących nie ukończyło biegu. Dla porównania maraton kolarski Bałtyk Bieszczady – dystans 1008 km (brałem w nim udział w 2018 r.) na ok 300 startujących, nie ukończyło 10% osób.

Tegoroczna edycja obfitowała w ulewy i burze, które kilka razy spotkały mnie na trasie pod koniec biegu. Na stromych zboczach woda tworzyła szerokie strugi, przez co podczas zbiegania łatwo można było się poślizgnąć. Zawody zacząłem na spokojnie, na pierwszy punkt kontrolny dobiegłem jako 197 zawodnik. Z każdym punktem żywieniowo- kontrolnym przesuwałem się w klasyfikacji do przodu. Widziałem jak kolejno odpadali inni zawodnicy.

Po pierwszych kilkudziesięciu kilometrach miałem odparzone stopy przez wszechobecną wilgoć (żeby nie powiedzieć, że mnie buty parzyły J), ale z każdym krokiem był Postęp w trasie. Do startu podszedłem z dużym respektem, jako swego rodzaju wyzwanie. To co pozwoliło mi ukończyć trasę to przede wszystkim doświadczenie, które zebrałem we wcześniejszych startach. Dużo dało na przykład to, że przyjechałem dzień wcześniej, (nie tak jak przy innych startach prosto po pracy, bez odpoczynku)  mój start był o 17.45 następnego dnia, do tego czasu oprócz odebrania pakietu czas poświeciłem na odpoczynek, dzięki temu pierwszą noc miałem odespaną na zapas. Przygotowałem sobie też izotoniki (głownie sól i magnez), dzięki temu się nie odwodniłem (2 lata wcześniej po biegu na 160 km straciłem 7 kg, właśnie przez odwodnienie), no i przede wszystkim zmiana butów w połowie trasy. Na pierwszą część założyłem wygodne buty górskie, a na drugą buty z dużą amortyzacją – po 100 km czujesz pod stopami każdy kamyk), do tego doszło dużo mniejszych rzeczy, które przy krótszym biegu jest się w stanie przetrzymać, a przy tak długim ich brak może skończyć się wycofaniem z biegu (np. kremy,  plastry na obtarcia).

Bieg zakończyłem po ponad 2 dobach w Lądku Zdrój. Ostatecznie zająłem 67 miejsce, a 9 w swojej kategorii. Wyniki:

http://wyniki.b4sport.pl/bieg-7-szczytow-240-km/parzybut-jan/e2512/chip_8WN30SS.html?t=1595276319&fbclid=IwAR3__iC6rw-weBwWqlcYmH3D8bV_KcPyD-51oIivT-Fj-twUoEnRbOqVW0g

Tak się złożyło, że był to zarazem mój setny ultramaraton (ultra liczy się od 50 km wzwyż), a zarazem najbardziej wymagający. Maratonów i krótszych dystansów, w których startowałem nie liczę, ale i tak najczęściej opowiadam o moim pierwszym starcie:

Przygodę ze startami w biegach zacząłem od biegu Papieskiego w Pniewach (5km) w 2012 roku. Zacząłem biegać dla leczenia nadciśnienia i bolących kolan. Wcześniej grałem sporadycznie w koszykówkę, ale z wiekiem coraz bardziej bolały mnie kolana, czasami do tego stopnia, że przez 3 dni prawie nie mogłem chodzić, a ze schodów schodziłem trzymając się poręczy. Mógłbym wtedy odstawić całkowicie sport, ktoś mi jednak doradził, że na to najlepszy jest ruch, bo podczas ruchu najlepiej smarują się torebki stawowe, ale jednocześnie powinienem unikać gwałtownych skoków. Padło więc na bieganie.

Przed pierwszym startem miałem dużą tremę, bałem się, aby nie dobiec ostatni. Jak ja się wtedy cieszyłem – byłem na mecie bodajże 3. od końca. Do teraz najbardziej kibicuję zawodnikom z końca stawki. Pamiętam, że nogi bolały mnie po debiutanckim biegu bardziej, niż teraz po przebiegnięciu jakiejś płaskiej setki. A potem pomyślałem „a może by tak spróbować ukończyć półmaraton – to byłoby coś”. Po ukończeniu półmaratonu pomyślałem o maratonie, a później czemu by nie zrobić 100 km, 100 mil, aż w końcu 240 kilometrów po górach.

Najwięcej startów zrobiłem jednak w biegach na orientację na 100 i 50 km (razem95)

https://pmno.pl/pl/total-results/2019/TP50/

https://pmno.pl/pl/total-results/2019/TP100/

Pokonanie kolejno wszystkich tych dystansów sprawiało mi wiele frajdy, ale 240 km to był bardziej test na przetrwanie. Na teraz taki dystans raz i starczy. Po drodze spotkałem ultrasów, którzy mieli na koncie więcej takich biegów i jak oni to mówili – prawdziwa zabawa zaczyna się na drugi dzień.

Dla zainteresowanych zostawiam jeszcze trochę ciekawych relacji z poprzednich lat:

https://www.youtube.com/watch?v=cfFotahLwOA

podcast: https://www.youtube.com/watch?v=mpGLB4cCOF0

 

Korzystając z tej strony akceptujesz zapisywanie plików cookies w przeglądarce.

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

X