Julia na stypendium w USA

Jak wiemy czas płynie nieubłaganie. Tak samo szybko minął rok uczennicy klasy 2d Liceum Ogólnokształcącego im. Emilii Sczanieckiej w Pniewach, która niedawno wróciła ze stypendium w USA. Julia wykazała się nie lada odwagą i determinacją w realizacji swojego marzenia. W jej przypadku powiedzenie „do odważnych świat należy” jest prawdziwe w stu procentach. Julka przeżyła niesamowite doświadczenie i sprawdziła swoje umiejętności językowe w praktyce. Jak było? To już opowie Wam sama Julia. Zapraszam do lektury artykułu.

Elżbieta Lubik

(nauczyciel języka angielskiego)

 

Cześć, jestem Julia.

Swoją przygodę w Stanach Zjednoczonych zaczęłam na początku sierpnia 2019. Stało się to możliwe dzięki programowi FLEX, który umożliwił mi spędzenie całego roku szkolnego za oceanem. Jest to program wymiany kulturowej, więc dumnie reprezentowałam Polską kulturę na licznych wydarzeniach, opowiadając o naszym kraju. W związku z tym teraz nadszedł czas, abym opowiedziała o kulturze zachodu z własnej perspektywy.

Jak nie trudno się domyślić w kraju tak odległym życie nieco różni się od tego, do którego jesteśmy przyzwyczajeni. Zdziwienie przytrafiało mi się wielokrotnie, szczególnie, kiedy chodziło o święta i tradycje.  Przylatując do swojego nowego domu zdziwiłam się widząc ozdoby na Halloween na sklepowych półkach – przecież był dopiero sierpień!  Jak się jednak szybko przekonałam w Ameryce trudno doszukać się stwierdzenia „za wcześnie”, tym bardziej w handlu. Święta, które niejako wpływają na handel, są dużym elementem zagranicznej kultury, i na tych świętach chciałabym się skupić.

Halloween. Święto, które dobrze znamy z zachodnich filmów, święto, które zwyczajowo nie leży w naszej kulturze, ale jednocześnie święto, które z roku na rok staje się coraz bardziej popularne. Pierwsze święto, którego doświadczyłam na własnej skórze po przyjeździe. Mimo że oficjalnie sezon na wszelkiego rodzaju budzące grozę produkty przypada na jesień, to bez problemu możemy znaleźć niektóre takie rzeczy również latem. Im bliżej końca października, tym więcej kościotrupów, pajęczyn, zombie i sztucznej krwi możemy zobaczyć w każdym niemal możliwym miejscu. Na domach, w galeriach handlowych, szkołach, biurach… Każda okazja jest dobra by wypełnić wolną przestrzeń tematycznymi ozdobami. Jesień również jest czasem, kiedy całe rodziny wybierają się na pola dyniowe, w poszukiwaniu idealnych dyń, w których po powrocie od domu będzie można wykroić przerażający uśmiech i postawić przed domem. Szczególną popularnością cieszą się wypieki dyniowe, w tym tarty. W przerwach od dekorowania swojego domu, można pojechać na zakupy i nabyć dodatkowy zapas słodyczy, bo przecież tych również nigdy za wiele. Przed samym Halloween natomiast trzeba się upewnić, że nie zapomnieliśmy odpowiedniego stroju. W tym wypadku istnieje pełna dowolność. Również można przebrać swoje pupile. Pies udający hot-doga? Czemu nie!  A całe zamieszanie po to, by 31. Października dzieci mogły chodzić po swoim sąsiedztwie przez godzinę wołając wesoło „cukierek albo psikus!”.

Kolejnym ważnym wydarzeniem w kalendarzu jest święto dziękczynienia. Jest ono na tyle rozpoznawanym świętem, że niemałe grono Amerykanów reagowało ogromnym zdziwieniem, kiedy dowiedzieli się, że nie obchodzimy go w Polsce.  Nie jest jednak tak rozrzutnym wydarzeniem pod względem dekoracji. Gdzieniegdzie przed domami można spotkać nadmuchiwane indyki w kapeluszach lub podobne do tych, które w czwartek, w który wypada samo święto są jedzone przez całą rodzinę w dodatku nadzienia, sosów i puree z ziemniaków i wiele innych.

 

Mówiąc o święcie dziękczynienia grzechem byłoby zapomnieć o wydarzeniu następującym dzień później. Czarny piątek. Dzień, na który za oceanem czekają tłumy, po to by ustawić się w wielogodzinną kolejkę o 4 nad ranem przed witrynami sklepowymi lub wybrać się na wielkie zakupy z całymi rodzinami nieco późniejszą porą i wspólnie celebrować radość z obniżek, które standardowo sięgają -50%.

Sezon na święto dziękczynienia z reguły jest krótki i po paru tygodniach ustępuje największemu sezonowi – Bożego Narodzenia.  Oficjalnie w złym guście jest wyjmowanie ozdób bożonarodzeniowych przed świętem dziękczynienia, mimo że rzeczy te z łatwością można spotkać od września. Lecz jeden dzień po święcie dziękczynienia oficjalnie zaczyna się prawdziwe szaleństwo. Jeśli myśleliście, że domy na Halloween są prawdziwie przystrojone, byliście w błędzie, tak, jak ja.  Mimo, że Boże Narodzenie obchodzi się wyłącznie 25. Grudnia, nie ma oficjalnej wigilii, specjalnych potraw, ani dzielenia się płatkiem, to święto, które obchodzi się z wielkim rozmachem. Domy przystrojone od góry do dołu lampkami, świąteczne piosenki na niemal każdej stacji radiowej, koncerty bożonarodzeniowe i imprezy, festiwale, choinki przystrojone od listopada i wiele, wiele innych. I przede wszystkim – prezenty. Czy ilość podarunków pod choinką naprawdę wygląda jak na filmach? Jak najbardziej. Ilość prezentów wydaje się niemal przytłaczająca, szczególnie, jeśli brać pod uwagę, że obdarować należy wszystkich – rodzinę, znajomych, sąsiadów, ciocię, której nie widziało się od trzech lat… A przecież pod choinką czekają dodatkowo prezenty od gwiazdora z bieguna północnego! Czasem więc odpakowywanie całej tej ilości podarunków może się okazać nie lada wyzwaniem.

W sezon Bożego Narodzenia wlicza się też Sylwester, lecz w tym przypadku, zaskakująco, nie tak łatwo znaleźć specjalnego typu produkty w sklepach. Noc poprzedzającą Nowy Rok zazwyczaj spędza się spokojnie, bez wielkich zabaw i festiwali, bez fajerwerków w witrynach sklepowych i ludzi szukających kreacji sylwestrowych. Tą noc każdy spędza jak chce, zazwyczaj w gronie znajomych, na małych przyjęciach, oglądając TV i kulę na Times Square, która spada co roku o północy.

Jeśli ktoś tak jak ja nie ma pamięci do dat – żaden problem. Całe szczęście żyjąc w Ameryce trudno jest przegapić najważniejsze okazje w roku, sklepy przypominają o nich co najmniej z dwumiesięcznym wyprzedzeniem. Przychodząc do sklepu dwa dni po Bożym Narodzeniu czekała mnie nie lada niespodzianka. Trzy ogromne alejki wypełnione po brzegi walentynkowymi czekoladkami, kartkami i wszystkim, co różowe lub w kształcie serca. Podejście do 14-tego lutego różni się od tego, które my mamy. Walentynki w Stanach są okazją do obdarowania wszystkich, których darzymy miłością. Haczyk w tym, że jak się okazało chodzi o każdy możliwy rodzaj miłości, nie jedynie miłość romantyczną. Takim sposobem w ten dzień nawzajem obdarowują się przyjaciele, dzieci dają kartki rodzicom, czy dziadkom, ba, czasem nawet swoim zwierzętom! Słowem – wszystko, by w ten jeden dzień w roku szerzyć miłość na wszystkie strony świata.

Z uśmiechem i dużym sentymentem wracam do wszystkich wspomnień zza oceanu. To dla mnie ogromna radość, że przez niemal rok mogłam doświadczyć i zrozumieć nową kulturę, na pozór tak inną i czasem dość zastanawiającą. Był to dla mnie wspaniały czas, podczas którego niewyobrażalnie wiele doświadczyłam, zobaczyłam i się nauczyłam. Z całego serca polecam zagraniczną wymianę każdemu. Rok spędzony w Virginii Zachodniej nie tylko dał mi możliwość zobaczenia odległego krańca świata. Dał mi ludzi, których traktuję jak drugą rodzinę, dał przyjaciół dokoła całego świata, a przede wszystkim umożliwił patrzenie na świat z zupełnie nowej perspektywy. Istnieje powiedzenie w społeczności uczniów z wymiany mówiące, że „Exchange is not a year in one’s life, but a life in a year.”. Dzięki ostatnim miesiącom przyznać muszę, że jest prawdziwe, a swojego roku jako zagraniczny uczeń z wymiany nie zamieniłabym na cokolwiek innego.

>> Zapraszamy do obejrzenia fotorelacji <<

Korzystając z tej strony akceptujesz zapisywanie plików cookies w przeglądarce.

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

X