Sylwetki Powstańców Wielkopolskich

Rok 2018 zapisze się na kartach historii. 11 listopada Polska będzie obchodziła 100. rocznicę odzyskania niepodległości; niepodległości, o którą walczyła przez 123 lata. Jednak rok 2018 to  także  rok istotny dla regionu Wielkopolski.

W te obchody włącza się również Szkoła Podstawowa w Pniewach, której patronem są Powstańcy Wielkopolscy.

W najbliższych miesiącach systematycznie będziemy prezentowali mieszkańcom sylwetki Powstańców Wielkopolskich z regionu Pniew i okolic.

Zachęcamy również rodziny, których przodkowie byli Powstańcami i pragną zaprezentować ich postać, o kontakt mailowy ze szkołą: sekretariat@sppniewy.szkolnastrona.pl lub bezpośrednio z koordynatorką projektu – Ewą Krumryk  e-krumryk@wp.pl

>> Pierwszą opisaną osobą był Pan Stanisław Niegolewski <<

>> Drugą przypomnianą postacią był Pan Antoni Flieger <<

>> Jako trzeciego zaprezentowano Pana Stanisława Szurkę <<

>> Później pisaliśmy o Janie Jachmannie <<

>> Przypomnieliśmy postać Józefa Brychczyńskiego <<

>> Kolejną osobą była Helena Bogusławska <<

>> Poznaliśmy też postać Benedykta Raczkowskiego <<

>> Tu sylwetka dr Włodzimierza Felickiego <<

>> Poznać możemy tutaj postać Edmunda Bogusławskiego << 

>> Tutaj Ludwik Starkowski << 

>> Poznajcie Bronisława Kałka<< 

>> Przedstawiamy Henryka Przewoźnego <<

>> Poznajmy sylwetkę Stefana Fliegera <<

ppor. Józef Sobczak

Jedenastego listopada tysiąc dziewięćset osiemnastego roku, po stu dwudziestu trzech latach niewoli, Polska odzyskała upragnioną niepodległość. Niestety, gdy serca wielu Polaków przepełniała euforia, Wielkopolska nadal zmagała się z niemiecką okupacją. Dwudziestego siódmego grudnia wybuchło powstanie dalekie od romantycznej wizji klasycznego zrywu narodowościowego. Nasi przodkowie, nie zważając na własne bezpieczeństwo, stanęli do walki o wolność i… wygrali! Niebawem będziemy obchodzić okrągłą, setną rocznicę tego wiekopomnego zwycięstwa. Tak, jak wielu wielkopolan, wezmę udział w uroczystościach upamiętniających wygrany zryw powstańczy. Pełniąc harcerską wartę honorową, cofnę się myślami do tamtych zimowych wydarzeń; do osób, które sto lat wcześniej położyły na szali najcenniejszy dar – własne życie. Jedna z nich jest szczególnie bliska mojemu sercu i to właśnie jej historię chciałabym dzisiaj przybliżyć. Mam nadzieję, że postać mojego pradziadka, Józefa Sobczaka, pokaże, iż bohaterami nie są jedynie osoby z pierwszych stron podręczników, a “bogate życiorysy” można odnaleźć w każdej rodzinie…

Pradziadek urodził się 26 lutego 1900 r. w Pniewach, jako trzecie dziecko Franciszka i Petronelii z domu Michalskiej. Rodzina Sobczaków mieszkała w malutkim domku w uboższej części miasta – choć nigdy nie mieli wiele, darzyli się ogromną miłością. Józef uczęszczał do siedmioletniej szkoły podstawowej, jednocześnie pomagając w opiece nad młodszym rodzeństwem. Chłopiec dużo czasu spędzał z babcią, Barbarą Michalską z domu Rogal, która zamieszkiwała na majątku w Pniewach. Gdy miał czternaście lat, wybuchła Pierwsza Wojna Światowa. W tym czasie, kultywowane w jego domu wartości patriotyczne i religijne zaczęły przybierać na sile.

W 1918 roku, nastolatek dołączył do Drużyny Straży i Bezpieczeństwa, nowopowstałej, konspiracyjnej organizacji, działającej na terenie Pniew, dzięki której miasto bezkrwawo wyzwoliło się z rąk okupantów. Gdy rozniosła się wiadomość o wybuchu zrywu narodowościowego, Józef, pomimo młodego wieku i braku przygotowania, świadomy grożącego mu niebezpieczeństwa, stanął w szeregach pniewskich oddziałów powstańczych. Nastolatek brał udział w walkach pod Sierakowem, Kolnem i Międzychodem. Jedną z najważniejszych, była bitwa stoczona pod Kamionną, uznawaną za najkrwawszy epizod powstania Wielkopolskiego w powiecie. Po jej wygraniu, Niemcy odstąpili od ofensywy na Pniewy, zaś dowódca pierwszego baonu grupy zachodniej, nadał dzielnym powstańcom przydomek “Zuchów Kamionny”.

Podpisanie rozejmu w Trewirze, wbrew pozorom, nie zakończyło zmagań powstańczych – batalion pradziadka (w związku z intensywną działalnością Niemców na froncie), pomimo zawieszenia broni, wyruszył ponownie na front zachodni, a następnie północny. Wiadomość o podpisaniu Traktatu Wersalskiego dotarła do powstańców dopiero w styczniu 1920 r., wtedy też zapadła decyzja o bezwzględnym zaprzestaniu używania broni. Priorytetem Armii Wielkopolskiej stało się wytyczenie linii demarkacyjnych.

Losy Józefa Sobczaka w czasie Powstania Wielkopolskiego nie są i prawdopodobnie nigdy nie zostaną w pełni zgłębione. Pewnym jest, że walczył w szeregach 7 Pułku Strzelców Wielkopolskich, przekształconym następnie w 61 Pułk Piechoty. Na tym jednak jego historia związana z “walką o wolność” się nie zakończyła… Pradziadek dołączył do powstania tak samo, jak wielu innych ludzi, którym przyświecały szlachetne ideały. Złożył przysięgę powstańczą, a następnie (zgodnie z obietnicą zawartą w rocie wojsk powstańczych) przysięgę żołnierską, rozpoczynając służbę wojskową w odrodzonej Rzeczypospolitej Polskiej. Niestety, wywalczonej uprzednio niepodległości przyszło mu bronić bardzo szybko…

Po wygraniu Powstania Wielkopolskiego, Józef brał czynny udział w wojnie polsko-bolszewickiej. Na początku 1920 roku pułk pradziadka zgromadził się w Chodzieży, skąd pięć dni później wyruszył na front wschodni przeciwko Armii Czerwonej. Młody mężczyzna brał udział m.in. w boju o Berdyczków, a następnie w defiladzie wojsk polskich na Kreszczatiku – głównej alei Kijowa. W sierpniu żołnierze zajęli stanowiska na przedpolu Warszawy. Podczas Bitwy Warszawskiej, zwanej też, nie bez powodu,Cudem nad Wisłą, Pierwsza Armia gen. Franciszka Latinika, w skład którejwchodził pradziadek, opierała się bezpośredniemu atakowi sześciu bolszewickich dywizji. Żołnierze stopniowo wypierali nieprzyjaciela, finalnie zmuszając go do przejścia granicy Prus Wschodnich. Podczas kontrofensywy, pradziadek brał udział w Bitwie nad Niemnem, będącą ostatnią wielką bitwą wojny polsko-bolszewickiej, która ostatecznie zniweczyła bolszewickie plany zawładnięcia Polską.

Józef powrócił do rodzinnych Pniew na Święta Bożego Narodzenia 1921 roku, po blisko trzech latach nieobecności. Opuścił rodzinny dom jako nastolatek, powrócił już  jako dojrzały i doświadczony życiem mężczyzna. Przeżycia wojenne go ukształtowały i sprawiły, że musiał bardzo szybko dorosnąć. Wyrósł z “młodzieńczych ideałów” nauczył się zaś prawdziwego życia, a także radzenia sobie z problemami i odpowiedzialności za własny los. W domu rodzinnym nie zagościł długo; dokończył przerwane powstaniem nauki rymarskie, uzyskując tytuł mistrza siodlarskiegoi zaczął żyć “na własny rachunek”. Przez kilka lat zarabiał na własne utrzymanie trudniąc się swoim zawodem. W ciągu kilku lat Józef zarobił na własne mieszkanie i przeprowadził się do Otorowa. W tym samym czasie ożenił się z pochodzącą z Ceradza Kościelnego Józefą Fręśko, córką Rocha i Marii z domu Chojnackiej.  Małżeństwu całkiem dobrze się powodziło; Józefa zajmowała się domem, Józef pracował zaś jako rymarz, był też członkiem Związku Strzelców w Otorowie, sprawując funkcję sekretarza.

Niestety, rodzinne szczęście nie trwało długo… Niespodziewanie, w wieku zaledwie trzydziestu czterech lat, zmarła Józefa, zostawiając męża samego z czwórką dzieci; Apolonią, Praksedą, Sylwestrem i Stanisławem. Po śmierci żony, pradziadek ponownie się ożenił. Jego żoną została Regina Renn, urodzona pierwszego września 1897 roku w Orliczku, córka Andrzeja i Marianny z.d. Jóźwiak. Ślub odbył się w październiku 1936 roku w Otorowie. Regina była osobą troskliwą, pracowitą i bogobojną. Dzieci Józefa traktowała niczym własne, otaczając je opieką i miłością. Po roku na świat przyszło upragnione dziecko Józefa i Reginy, któremu rodzice nadali imię Zenon. Niestety chłopiec zmarł w wieku niemowlęcym, w wyniku nieszczęśliwego wypadku, mając zaledwie cztery miesiące. To wydarzenie wpłynęło na wszystkich członków rodziny, zwłaszcza zaś na Reginę, która nie potrafiła wybaczyć sobie śmierci synka. Na szczęście znalazła oparcie zarówno w najbliższych, jak i w modlitwie. Rok później okazało się, że para spodziewa się kolejnego dziecka.

Rodzinną “sielankę” przerwałaII Wojna Światowa… W sierpniu 1939 r. Józef został zmobilizowany do 24 Pułku Artylerii Lekkiej im. Króla Jana III Sobieskiego w Jarosławiu (woj.podkarpackie). Pradziadek walczył pod Rawą Ruską, Kowlem, pod Lwowem i we Lwowie. Pradziadek podzielił los większości ocalałych; został pojmany i uwięziony w obozie jenieckim w Starobielsku. Wielu jego współtowarzyszy broni nigdy już nie opuściło tego miejsca; decyzją najwyższych władz ZSRR z piątego marca 1940 roku zostali przewiezieni do Charkowa i rozstrzelani strzałem w tył głowy podczas Zbrodni Katyńskiej.

Józef miał wiele szczęścia (lub jak sam twierdził ‘Bożej opatrzności’) – jako jednemu z nielicznych, udało mu się przeżyć pobyt w Starobielsku. Pewnego zimnego, jesiennego dnia zgromadzono jeńców na placu i ustawiono ich w szeregu. Następnie kazano pokazać ręce i sprawdzano ich stan. Wielu więźniów domyśliło się tego, jaki jest cel kontroli i ukradkiem pocierało ręce o znajdujące się za ich plecami kamienie. Niestety, w większości przypadków, próby były daremne. Oddzielano więźniów, których ręce były zniszczone od tych, którzy mieli je w nienagannym stanie. Tak też, zdaniem pradziadka, dokonała się wstępna selekcja, która – jak się później okazało – zadecydowała o życiu i śmierci wielu z nich. Pradziadek z zawodu był rymarzem, który do swojej pracy używał rąk, z tego powodu znalazł się w grupie “transferowej”, która, na mocy porozumienia zaproponowanego przez Ławrientija Berię w październiku 1939 r., trafiła do Niemiec. Józef został przetransportowany do hitlerowskiego stalagu Altengrabow pod Magdeburgiem, będącym jednym z największych obozów jenieckich na terenie III Rzeszy. Więźniów zmuszano do niewolniczej pracy, wbrew konwencjom i umowom międzynarodowym. Mężczyzna w obozie  przebywał około roku, po tym czasie przekierowano go na roboty przymusowe u ‘rolnika-niemca’.

Pradziadek nigdy nie stracił nadziei na odzyskanie wolności i ponowne spotkanie z rodziną. Potajemnie słuchał radia narodowościowego i dopytywał o poczynania na froncie. Niestety został przyłapany podczas słuchania zabronionej audycji radiowej. Wskutek czego przewieziono go na komisariat, gdzie brutalnie go pobito (m.in.wybito mu zęby). Piątego marca 1941 r., na mocy wyroku sądu specjalnego w Monachium, Józef został zesłany do obozu koncentracyjnego Neusustrum (Stalag V), znajdującego się blisko granicy z Holandią. Przebywający tam więźniowie zmuszani byli do ciężkiej pracy na torfowiskach oraz przy budowie dróg. W  1942 roku jeńców zaczęto przenosić do innych aresztów i obozów koncentracyjnych. Z dostępnych informacji wynika, iż pradziadek został “zwolniony” z  obozu trzynastego marca 1942 r. Dalsza część jego historii pozostaje tajemnicą. Prawdopodobnie Józef został przeniesiony do innego obozu w rejonie Emsland. Podania rodzinne wspominają również o przeniesieniu do obozu “Dachau”, chociaż nie znajduje to oparcia w dokumentacji… Pradziadek został wyswobodzony w 1945 r. przez wojska alianckie. Ubrania jeńców były w okropnym stanie toteż żołnierze dali niektórym z nich do odziania własne mundury.

↑Wyzwoleni żołnierze WP  w brytyjskich mundurach tzw. BD (battle dress), po prawej stronie Józef Sobczak

Podpis “Koledze Golosinskiemu na pamiątkę jako powrót z Niemiec 1945, Sobczak Józef z góry”

Podpis: “Na miłą pamiątkę byłych niewolników już razem przesyłamy i razem jesteśmy

↑ Podpis: “Na zdjęciu mama odwiedza  dziadzia            

↑ Podpis: “Na miłą pamiątkę Drogiej Żonce i w obozie w Zalzburgen koło Dachał”  Kochanym Dziatkom zsyła mąż i ojciec Józef Sobczak, Steide – Salzburgen d.10 maj 1945“

Po wyzwoleniu Józef znalazł się w miejscowości Steide, w gminie Salzbergen, znajdującej się w pobliżu granicy z Holandią, należącej do polskiej strefy okupacyjnejw której osiedlali się byli więźniowie, wyzwoleni przez wojska alianckie. Spotkał się tam ze swoją córką Apolonią, która podczas wojny znajdowała się w obozie w Oranienburgu.

Józef wrócił do domu w listopadzie 1945 roku,  wtedy to po raz pierwszy zobaczył swoją sześcioletnią już córkę, a moją babcię, Reginę Marię. Powrót ojca do domu był jednym z najszczęśliwszych i najdłużej wyczekiwanych wydarzeń w życiu rodziny.

Podczas wojny rodzinie Sobczaków było bardzo ciężko. Oczekująca dziecka Regina została sama z trójką niepełnoletnich dzieci, najstarszą córkę Apolonię zesłano zaś na roboty do III Rzeszy. Prababcia pracowała w wielu miejscach, najmując się do wszystkich możliwych prac. Również dzieci pomagały utrzymać rodzinę i starały się jakoś “związać koniec z końcem”. Podczas długich sześciu lat nieobecności męża Regina stała się “głową rodziny”. Przez cały ten czas pokładała ufność w Bogu, codziennie modląc się o szczęśliwy powrót Józefa do domu. Pomimo wielkich trudności i biedy troszczyła się o wszystkich, również o dalszą rodzinę i znajomych:

“Ciocia Regina, jej córka Maryla – szlachetni, pomocni – wspaniali. U nich w Otorowie moja siostra Kornelia znalazła gościnę by tam skończyć 7 klasę. Będąc latem na wycieczce „do korzeni” – starszy o dwa lata brat Gerard wspominał, że Ciocia Regina przyniosła nam w torbie maleńką kozę. Była wojna, ojciec zabrany na roboty na Ukrainę – a tu w Orliczku matka z piątką małych dzieci – kątem w cudzym mieszkaniu… “

                                                                                 ~ Julian Kaczmarek, siostrzeniec Reginy

Po zakończeniu wojny pradziadek otworzył zakład rymarski w Otorowie, zajmując się wytwarzaniem wszelkich możliwych wyrobów skórzanych. W 1957 roku dołączył do Otorowskiego Koła ZBoWiDu – wcześniej (do roku 1956) nie przyjmowano do niego wielu kombatantów, głównie z powodów politycznych, m.in. części żołnierzy Armii Krajowej.[11]

Józef nie mógł pogodzić się z nastaniem nowego ustroju, całkowicie zależnego od władz radzieckich. W domu kultywował wartości patriotyczne i religijne.

“Idąc w pierwszym rzędzie pochodu pierwszomajowego, niosąc flagę Polski, zdjął czapkę i pokłonił się przechodząc naprzeciw kościoła. Zostało to dostrzeżone przez władze i pozostałych uczestników marszu, za co spotkały go dotkliwe sankcje.”

~Sławomir Kęsy, wnuk Józefa

Pradziadek był człowiekiem spokojnym, pogodnym, towarzyskim i cenionym w miejscowym społeczeństwie. Nie lubił “chwalić się” swoimi przeżyciami, pozostał człowiekiem skromnym. Twierdził, że przez całe życie prowadził go Bóg, któremu zawdzięcza wszystko. Wychował piątkę wspaniałych dzieci, wśród nich moją ukochaną śp. babcię, kobietę o “złotym sercu”, której zawdzięczam bardzo wiele. Pod koniec życia Józef cierpiał na chorobę Bürgera, zmarł w Otorowie dziesiątego grudnia 1974 roku, w otoczeniu najbliższej rodziny. Służbę wojskową zakończył w stopniu podporucznika. Za swoje zasługi otrzymał wiele odznaczeń (m.in. Krzyż Walecznych, Medal Niepodległości, Odznakę Grunwaldzką, Wielkopolski Krzyż Powstańczy, Medal Zwycięstwa i Wolności oraz Order Odrodzenia Polski), z którymi został pochowany na cmentarzu parafialnym w Otorowie, gdzie spoczywa do dziś.

↑ Powstaniec Wielkopolski Józef Sobczak pod Pomnikiem Rozstrzelanych w Otorowie. Na głowie rogatywka powstańcza z orzełkiem oraz treflem powstańczym, widocznym z lewej strony postaci. Dwie gwiazdki na rogatywce świadczą o stopniu wojskowym – podporucznik. Mała przypinka w klapie to prawdopodobnie odznaka ZBOWiD’u – związku kombatanckiego z Otorowa. Na lewej kieszeni dwa medale; Wielkopolski Krzyż Powstańczy oraz Order Odrodzenia Polski. Zdjęcie zostało  wykonane 04.08.1972 r. w Otorowie..

ZDJĘCIA  I  INFORMACJE  UDOSTĘPNIONE

PRZEZ MONIKĘ   KĘSY-   PRAWNUCZKĘ JÓZEFA  SOBCZAKA.

Korzystając z tej strony akceptujesz zapisywanie plików cookies w przeglądarce.

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

X